Imperius XII

Pełna wersja: Magistrat ds. cenzury [TRAKTATY]
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
[Obrazek: 12641032-chinese-old-mystery-medical-book-script.jpg]
Cytat:
[Obrazek: Dunhuang-Manuscripts.jpg]

真實的故事 - Historia Prawdziwa

Na początku był chaos, który został zamknięty w gigantycznym jaju na okres 18 tysięcy lat, razem z mieszkającym i rosnącym tam gigantem Pan-Ku. Obdarzone niezwykłą energią drobiny cząsteczek materii krążyły w nieładzie. Kiedy Pan-Ku osiągnął wiek męski, niczym pisklę otworzył jajo, a ponieważ miał postać człowieka, dokonał tego za pomocą dłuta i topora, przy okazji wypuszczając w przestrzeń otaczającą go materię. Chociaż ściany jego więzienia się rozsypały, pozostał jeszcze filar łączący Niebo z Ziemią i utrudniający wyprostowanie się dalej rosnącemu Pan-Ku. Gdy toporem wyrąbał łącznik, sytuacja jego jeszcze się bardziej pogorszyła, bo przyciąganie ziemskie przybliżało do siebie Niebo i Ziemię. Ale Pan-Ku był potężnym gigantem, napiął mięśnie ramion i barków, nie zrażając się trudnościami i przyciskając kolanami glebę, zaczął Niebo i Ziemię od siebie oddalać. Ta ciężka praca trwała przez kolejne 18 tysięcy lat, gdy Pan-Ku mógł się wreszcie wyprostować.
Materia ruchliwa, czysta, jasna, ciepła i dobra uleciała w górę tworząc Niebo – yang (męski czynnik). Natomiast cząstki ociężałe, nieforemne, ciemne i zimne opadły na dół przybierając kształt Ziemi – yin (żeński czynnik). Dzięki temu narodziły się dwie przeciwstawne, a zarazem uzupełniające się siły, które są przyczyną powstawania i zmiany wszystkich rzeczy.
Gdy Pan-Ku wykonał swoje zadanie, Niebo już nie opadało, a Ziemia się nie podnosiła – zbliżył się koniec jego istnienia, moment śmierci. Teraz mógł się przemienić w inne natury i ponownie być przydatnym; poszczególne jego części i organy zaczęły się przekształcać w nowe jestestwa. Jego słabnący oddech raz był przezroczysty w odcieniu białym, aby za chwilę stać się bardzo ciemnym. Białe wyziewy zawierające ciepłą i aktywną energię przeobrażały się w obłoki szybujące ku niebu. Natomiast ciemne, zawierające ciężkie i chłodne cząstki tworzyły ociężałe, ulewne chmury sunące nad ziemią. Wydobywające się z gardła jęki tworzyły błyskawice i pioruny. Pozostałe w górze oczy stały się: lewe – Słońcem, a prawe – Księżycem. Włosy przeobraziły się w planety i roje gwiazd. W końcu martwe ciało Pan-Ku upadło, a jego cztery kończyny stały się czterema krańcami świata, wyznaczając: północ, południe, wschód i zachód. Pięć organów jego ciała – serce, płuca, wątroba, nerki i żołądek – przekształciły się w Pięć Świętych Gór. Krew jego dała początek strumieniom i rzekom, żyły stały się w drogami, a ciało przemieniło się w żyzną glebę. Resztki zarostu radowały zielenią traw, krzewów i drzew. Z kości i zębów powstało złoto i nefryt, a z nasienia i mózgu – perły i diamenty. Poranne kropelki rosy to pot z ciała Pan-Ku.   Na koniec skaczące i pełzające w jego sierści pchły oraz wszy stały się istotami ludzkimi, które do dziś żyją na ziemi Pan-Ku. Jego śmierć dała początek wszystkiemu, co żyje.
Owego czasu ludzie byli jednak dzicy i nierozumni. Walczyli ze sobą i nie potrafili korzystać z dobroci świata. Zagrażali mu, jak nierozumne dziecko zagraża pięknemu ogrodowi, po którym chodzi. Dlatego niebiosa, które patrzyły na nich z góry, obdarzyły jednego z ludzi swą łaską, mandatem nad sprawowanie nad nim władzy. Człekiem tym był Złoty Cesarz. On to pokazał ludziom jak uprawiać ryż, by nie cierpieli głodu. Jego synem był Błękitny Cesarz, który ściął pierwsze drzewo i potoczył pierwsze koło. Za nim na tron wstąpił Zielony Cesarz, który jako pierwszy udomowił konia oraz zbudował świątynie swojego ojca i dziadka. Czwartym Cesarzem był Biały, który uklęknął przed wrotami świątyni swych przodków i dziękował im za wszystko co zrobili, tworząc pieśni ludowe i obrzędowe. Ostatnim z Pięciu Mądrych Cesarzy był Huan Zho, Czerwony Cesarz, który zbudował pierwszy wóz, zaprzągł do niego konia i odparł barbarzyńców, jednocząc ludzkość pod swym sztandarem i przywracając cesarstwu chwałę, a buntownikom wymierzając sprawiedliwość.
Po jego śmierci, która przydarzyła się na 306 rok jego panowania, czterech jego synów, z których każdy był jednocześnie urodzony z jednej matki, pokłóciło się. Podzielili oni cesarstwo miedzy siebie i rozpoczęli wojny. Tymczasem dzieci cesarza z innych matek odwróciły się od nich i zaczęły walczyć między sobą, a ci, którym Huan Zho narzucił swe łaskawe panowanie, podnieśli przeciw nim głowy, buntując się. Nastąpiła era wojen i chaosu, harmonia z takim trudem zaprowadzona na świat została zniweczona. Brat walczył z bratem, syn nie słuchał ojca, sto rodzin mordowało się wewnętrznie. Duchy, które wcześniej stąpały razem z ludźmi, żyjąc z nimi w zgodzie, teraz obracały się przeciwko nim. Pierwsze odeszły duchy drewna, nie zgadzając się, by ludzie przerabiali je na włócznie. Skryły się one za twardą korą, ostrą i chropowatą. Drugie odeszły duchy ziemi, brzydząc się tym, że ryż zjadali żołnierze, a nie artyści i uczeni. Urodziły one kamienie z których wyleciała szarańcza, zaczynając wielki głód. Trzecie odeszły duchy powietrza, nie chcąc słuchać gniewnych słów i bitewnych okrzyków. Wszczęły one wielkie wichury i burze, które zatrzęsły światem. Czwarte odeszły duchy wody, przerażone tym, że zaczerwieniły się od krwi. Uczyniły one wielki ocean słony i pełen burz, tak by ludzie nie mogli na nim żyć. Ludzie jednak wciąż walczyli, a harmonia upadała. Barbarzyńcy poczynali sobie coraz śmielej, a dokonania Mądrych Cesarzy były zapominane. I wtedy to wszystkie duchy zwróciły się do duchów ognia, mieszkających w trzewiach ognistych gór za wielkim morzem. I zawrzały one gniewem, słysząc cóż dzieje się na ziemi. I odpowiedziały one na zew swych braci.
Duchy ognia nie skryły się jednak, nie osłoniły przed ludźmi. Nie rodziły kamieni jak duchy ziemi, nie obrastały korą jak duchy drewna. Przybyły one na świat w postaci ogromnych smoków, potężnych i zionących ognistym płomieniem. Paliły wszystko na swej drodze, krzycząc z bólu po utraconej harmonii i ładzie. Paliły drewno, wodę, ziemię, las i powietrze, nie były bowiem w stanie opamiętać się z żalu i smutku. Wówczas dopiero ludzie zaprzestali walk i skryli się za wysokimi murami, wznosząc pośpieszne modły do niebios, by wybawiły ich od nowego wroga.
W tym to czasie wszyscy cesarze byli młodociani, ich regenci zaś zginęli w smoczym ogniu. Skryli się oni w jednej fortecy w górach Wu i razem wypili herbatę. Żaden z nich nie był starszy, żaden nie miał władzy nad pozostałymi. Wiedzieli jednak, że są zbyt młodzi by unieść miecz i osobno nie przekonają smoków. Razem przysięgli sobie więc braterstwo i wzajemny szacunek, obiecując, że żaden nie wystąpi przeciw drugiemu i że wspólnie poniosą mandat niebios. Wyszli oni z fortecy, którą było wielkie Qiang i ruszyli naprzeciw smokom. Oznajmili im, że są potomkami Mądrych Cesarzy i że wspólnie niosą mandat niebios. Smoki ujrzały czyste serca młodzieńców i opamiętały się. Widząc prawdę w ich słowach ukorzyły się przed nimi i oddały im hołd. Świat był już jednak spustoszony - nigdy już duchy nie były tak blisko człowiekowi, nigdy harmonia nie miała wrócić do dawnej postaci. Władza cywilizacji, sięgająca kiedyś pod same skraje niebios, ograniczyła się tylko do środkowej części świata, gdzie żyli ludzie wierni cesarzom. Na reszcie ziemi zapanowali bandyci, przestępcy i władcy odrzucający mądrość niebios. Wspólnym trudem cesarze podjęli więc odbudowę, poświęcając na to wiele lat. Nastała era powrotu do dawnej świetności, a cesarze na mocy nadanej przez niebiosa na powrót panowali nad duchami i ludźmi.
Jednak niektórym smokom ciężko było żyć w nowym porządku, a raz zasmakowawszy w ludzkiej krwi, nie potrafiły zapanować nad swoim głodem. Przestały one słuchać cesarzy i wykonywać ich polecenia, przez co utraciły dawną chwałę i godność. Wypadły im skrzydła i łapy, wewnętrzne ognie zagasły, a kły pokryły się jadem. Za swój bunt przeciw cesarzom zostały one wygnane, stając się wężami i żmijami, śpiącymi na dnie mórz. Pozostałe smoki pojęły zaś, że jeśli mają żyć z ludźmi w harmonii, nie mogą pozostać dalej w swej ogromnej postaci. Poświęciły więc swą siłę, majestat i mądrość, ofiarując go cesarzom, a same przybrały kształty ludzkie. Było ich czterdzieści i siedem, a każde z nich dało początek jednemu z wielkich rodów, które trwają do dziś. Mijały lata, cesarstwo odzyskiwało dawną chwałę, bo dzięki poświęceniu smoków wszyscy stali się mądrzy i silni, co przyczyniło się do powszechnej sprawiedliwości i harmonii. Budziło to jednak zawiść nieoświeconych barbarzyńców, którzy minęli wielkie Qiang i ruszyli na krainy podległe cesarzom. Mądrze mianowani przez cesarzy generałowie odparli jednak barbarzyńców, osiągając wielkie zwycięstwo. Wodzowie popadli jednak w pychę i chciwość, tak że zapomnieli o swym posłuszeństwie wobec cesarzy i rozpoczęli liczne wojny. Posunęli się nawet do ataku na czwartego cesarza, którego wichry przedwiecznych wojen rzuciły na niegościnne wyspy południa. Trzej cesarze wstawili się jednak za nim u niebios, tak że odniósł on zwycięstwo. Zdradzieccy generałowie zostali zaś za zamach na cesarską osobę osądzeni i ścięci. Jedynym który dochował wierności był wielki wódz Cao z rodu Cao, któremu pozwolono żyć. On to dokonał wielkiego podboju, prowadząc swe wozy i sztandary na krańce świata. Wyniszczył wielu barbarzyńskich władców i oświecił ich ludy, za co złośliwe duchy opętały jego syna, który zbuntował się przeciw cesarskiej władzy i zaprzepaścił dokonania swego ojca. Mądrzy cesarze zrozumieli, że barbarzyńcy nie są jeszcze gotowi na przyjęcie harmonii i powrót do cywilizacji. Nakazano więc zamknięcie granic, by kontakty z nimi nie narażały ludzi kultury na zgubny wpływ plugawych obyczajów i zagrożenia z nich płynące. Tak oto nastały lata szczęśliwości i dostatku, w których w całym Ta’in istnieć mogło dostatnie i bliskie harmonicznej sprawiedliwości życie.


Spisane przez Liu Ba, magistra przodków i duchów
w cesarskim pałacu w Xiongiuan, roku 1148
Cytat:
[Obrazek: 3ddbd1c6e489968f62511a68e66f957c,1200,900,0,0.jpg]

来自云南的龙 - Legenda o Smoku z Junnan

Powiadają że wśród ludu Bao, w prefekturze Junnan żył niegdyś smok, zwany Smokiem z Junnan. Znany on był z niezwykłego wdzięku i dostojeństwa, z jakim zwykł przechadzać się po swoich włościach. Było to w latach Wielkiego Głodu, między rokiem Ważki a rokiem Sokoła, kiedy wielka rzeka Yan niemal wyschła, a ryż nie chciał rosnąć na polach rolników. Zapanował głód, nigdzie nie można było kupić jedzenia. Ojcowie kopali studnie w poszukiwaniu wody, którą mogliby zrosić swoje pola, a matki i córki modliły się do przodków i duchów o sprowadzenie deszczu. Prości ludzie cierpieli, bo ich zwierzęta zostały zabrane przez urzędników i bogaczy, którzy jedli je, śmiejąc się z niedoli maluczkich zza zamkniętych wrót swoich pałaców. Wielu ubogich rolników porzuciło swe pola i udało się do miast, by tam żebrać o litość, albo też wkroczyło na drogę łupiestwa.

Wśród tych, którzy pozostali wierni swoim przodkom i harmonii, był stary rolnik Sun. Żył on w niewielkim domu, stojącym między jego polem a lasem. Co dzień rano wstawał i udawał się na pole, aby zobaczyć, czy ryż nie zaczął rosnąć. Następnie wracał do domu, brał na ramiona wiadra i szedł z nimi dwadzieścia lig do studni miejscowego inspektora. Tam nabierał nieco wody i wracał z nimi do domu. Jedno wiadro zostawiał pod drzwiami, z drugim zaś szedł, by choć nieco pokropić obsianą ziemię. Następnie, a zwykle było już wtedy ciemno, zmęczony wracał do domu i jadł nieco jarzyn, które przyniosła mu jego córka i kładł się spać, obiecując sobie, że jutro z pewnością uda mu się przełamać jakoś zły los. Córka Suna, Liao, była jego jedyną pociechą. Żona rolnika zmarła z powodu głodu, a wszyscy jego synowie wyrzekli się go i odeszli, żebrząc lub kradnąc jedzenie na traktach całej prefektury. Tylko Liao pozostała wierna swojemu ojcu i nie opuściła rodzinnego domu. Każdego dnia, gdy wstała, modliła się przed grobem jej zmarłej matki, na którym zawsze rosły niezwykle piękne kwiaty, by ta spuściła na pole ojca deszcz, a następnie szła do lasu z koszykiem, do którego zbierała owoce i zioła dla schorowanego ojca.

I stało się tak, że pewnego dnia, gdy Liao szukała jedzenia w lesie, dostrzegł ją przechadzający się nieopodal Smok. Ujrzał młodą niewiastę, szczupłą i schludną. Słońce odbijało się na jej włosach, oświetlając twarz, która bieliła się w jego promieniach. Wydała mu się ona wielce piękna i podszedł do niej, aby spytać, cóż robi. Liao wielce przestraszyła się w pierwszej chwili, lecz szybko odparła, że zbiera kwiaty, aby wystroić dom na zbliżające się święto. Smok spytał ją więc, gdzie mieszka. Odrzekła iż jest córką rolnika Suna, który mieszka nieopodal lasu. Smokowi spodobał się jej głos i zapytał, czy będzie mógł ją odwiedzić, by złożyć wyrazy szacunku jej ojcu. Liao zgodziła się i przeprosiła smoka, po czym szybko wróciła do domu. Ten, ukontentowany, ze zniecierpliwieniem wyczekiwał umówionej pory.
-Ojcze! -Rzekła, stając na progu. -Wielki Smok z Junnan pragnie nas odwiedzić. Powinniśmy przygotować najlepsze jadło i napoje, aby go ugościć.
Stary Sun załamał ręce.
-Ach, biedne dziecko! -Rzekł stary Sun, ocierając pot z czoła. -Wszak pole moje nie rodzi plonów, czymże mógłbym nakarmić tak zacnego gościa? Wszak jeśli nie podamy mu godnego posiłku, gotów kazać stracić i mnie i ciebie.
-Ojcze mój! -Odparła Liao. -Nie lękaj się. Zgromadziłam wcześniej zioła i korzenie, które chciałam podać ci, abyś wzmocnił swe stare kości. Sprzedamy je i kupimy pokarm dla naszego wielce szanownego gościa.
-Ach, moje stare kości! -Załkał stary Sun. -Dobrze więc, dziecko moje. Sprzedamy zioła i korzenie, które zgromadziłaś wcześniej, by kupić jadło i napitek dla naszego wielce szanownego gościa. Lepiej by jednak było, gdyby miał nigdy do nas nie trafić.
I wziął stary Sun na plecy wiadra, napełnił je ziołami i korzeniami i ruszył do miasta, by tam sprzedać je za nieco mięsa i herbatę dla jednej osoby. Liao zaś przypomniała sobie, co powiedziała Smokowi i zerwała kwiaty z grobu jej matki, którymi ozdobiła wnętrze domu.  
Nastała w końcu umówiona pora i Smok przybył do chaty starego Suna. Powitał gospodarza i złożył mu wyrazy szacunku. Zjadł mięso i wypił herbatę, nie dostrzegając, że nikt poza nim nie je. Następnie zwrócił się do Liao:
-W lesie rzekłaś mi, że zbierałaś kwiaty, by ozdobić dom swego ojca. Pragnąłbym to zobaczyć.
Liao skłoniła się gościowi i poprowadziła go do wnętrza domu, gdzie sufit i ściany jaśniały od kwiatów, czerniały od łodyg i połyskiwały w świetle zachodzącego słońca.
-Jakże to piękne! -Zachwycił się Smok. -Klnę się na moje imię, nigdy już nie zezwolę urzędnikom, by zbierali haracze z domu ozdobionego tak zręcznymi rękami.
Liao uśmiechnęła się, a ojciec jej zapłakał przed domem.

Następnego dnia stary Sun, który nie zjadł wczoraj ani kęsa, jak zwykle udał się na pole, by przekonać się, że ryż nie urósł. Następnie wrócił do domu, by zabrać wiadra do codziennej podróży. Tymczasem jego córka Liao udała się do lasu, by nazbierać jarzyn. Kiedy przechodziła między drzewami, dojrzał ją Smok, który przechadzał się po lesie, w nadziei, że znowu ją spotka. Ujrzał Smok Liao i wsłuchał się w szum drzew, które zdawały się opuszczać przed nią gałęzie, ramionami swymi obejmując ją, jak mężczyzna obejmuje kochankę. Wydała mu się ona niezwykle miła i podszedł do niej. Liao zdziwiła się nieco, widząc Smoka, ale odpowiedziała na powitanie w sposób uprzejmy. Kiedy Smok spytał ją, co robi, odparła, że przechadza się wśród drzew, by lepiej spamiętać wiersze, których się dziś uczyła. Smokowi spodobało się, że jest tak uczona i zapytał, czy mógłby ponownie odwiedzić dom jej ojca i złożyć mu wyrazy szacunku. Liao zgodziła się i przeprosiła Smoka, po czym szybko wróciła do domu. Ten, ukontentowany, z dużym zniecierpliwieniem wyczekiwał umówionej pory.
-Ojcze! -Rzekła, stając na progu. -Wielki Smok z Junnan po raz drugi pragnie nas odwiedzić. Powinniśmy przygotować najlepsze jadło i napoje, aby go ugościć.
Stary Sun załamał ręce.
-Ach, biedne dziecko! -Rzekł stary Sun, rozkładając bezradnie ręce. -Wszak nie mamy już żadnych ziół i korzeni na sprzedaż, czymże mógłbym nakarmić tak zacnego gościa? Wszak jeśli nie podamy mu godnego posiłku, gotów kazać stracić i mnie i ciebie.
-Ojcze mój! -Odparła Liao. -Nie lękaj się. Widziałam ostatnio bogatego dygnitarza, który patrzył na mnie i mówił do mnie miłe słowa. Udam się do niego i zatańczę dlań, by dał nam jedzenie dla naszego gościa.
-Ach, na pamięć twojej matki! -Załkał stary Sun. -Dobrze więc, dziecko moje. Udaj się do bogatego dygnitarza i czyń co musisz, by podarował nam jadło i napitek dla naszego wielce szanownego gościa. Lepiej by jednak było, gdyby miał nigdy do nas nie trafić.
I udała się Liao do domu możnego pana i tańczyła dla niego i usługiwała mu, a ten jako zapłatę dał jej mięso i herbatę dla jednej osoby. W tym czasie stary Sun płakał, a łzy jego padały na karty papieru, tworząc wiersze smutne i piękne.
Nastała w końcu umówiona pora i Smok przybył do chaty starego Suna. Powitał gospodarza i złożył mu wyrazy szacunku. Zjadł mięso i wypił herbatę, nie dostrzegając, że nikt poza nim nie je. Następnie zwrócił się do Liao:
-W lesie rzekłaś mi, że przechadzałaś się wśród drzew, by lepiej spamiętać wiersze. Pragnąłbym teraz je usłyszeć.
Liao skłoniła się gościowi i poprowadziła go do wnętrza domu, gdzie leżały karty papieru z zapisanymi wierszami.  Wygłosiła je głosem dźwięcznym i pięknym, od którego włosy sztywniały, a powiewy wiatru łagodniały.
-Jakże to piękne! -Zachwycił się Smok. -Klnę się na moje imię, że usta, które takie czynią cuda, zasługują na świątynie, w której płonąć będą kadzidła dzień i noc.
Liao uśmiechnęła się, a ojciec jej zapłakał przed domem.

Następnego dnia stary Sun, który od dwóch dni nie zjadł ani kęsa, był zbyt zmęczony aby wstać z łoża. Przywołał do siebie swą córkę i rzekł jej.
-Córko ma, Liao. Wiele razy udawałaś się do lasu i przynosiłaś jarzyny, które jedliśmy, gdy na moim polu nic nie rosło. Jednak od dwóch dni miast jarzyn przynosisz wieści o wielkim Smoku, który pragnie spędzić z nami wieczór, chociaż dom nasz jest ubogi i mizerny.
-Ojcze mój, wybacz mi, lecz to prawda. -Odrzekła Liao.
-Córko ma, nie winię cię za to. Lecz zaklinam cię, nie idź dziś do lasu i nie zbieraj jarzyn, bo jeśli znowu spotkasz wielkiego Smoka i zaprosisz go do naszego domu, nie będziemy mieli go czym nakarmić, a wówczas karze on stracić i mnie i ciebie. -Rzekł stary Sun, kaszląc.
-Ojcze mój, stanie się według twej woli. Nie pójdę dziś do lasu, aby nie wynikło z tego zło, którego bym nie mogła naprawić. -Odparła Liao, całując dłoń starego Suna.
Następnie stary Sun zasnął, a Liao chodziła cicho po domu, słuchając jego kaszlu. Widziała ona stare ciało swego ojca, bardzo wychudłe i słyszała ona podmuchy powietrza w jego ciele, kiedy opuszczało je ciepło i żywotne podmuchy. Sama również cierpiała głód, bowiem od dwóch dni nie zjadła ani kęsa. Zmartwiona wyszła za dom i ujrzała tam grób swojej matki. Liao klęknęła przy nim i zrozumiała, że nie będzie miała sił, by wykopać przy nim grób jej ojca, jeśli umrze on z głodu. Poprosiła więc ducha zmarłej o wybaczenie, wzięła swój koszyk i poszła do lasu, by zebrać jarzyny i owoce, którymi mogłaby nakarmić starego Suna. Wybrała inną ścieżkę, tak by nie trafić na Smoka, którego już dwa razy tam spotkała.
Tym razem jednak Smok czekał na nią tuż przy wejściu do lasu, zaczajony i przygotowany. Ujrzał ją, gdy szła ku niemu, krokiem prędkim i tak dostojnym, że na jej widok ptaki milkły, przerywając swój trel. I wydała się Liao Smokowi niezwykle bliska. Nie czekając wyszedł więc na jej spotkanie i spytał ją, po cóż tym razem zmierza do lasu. Liao zmartwiła się i odparła, że szła tu, by spotkać Smoka i oddać mu wyrazy szacunku. Smokowi spodobała się jej uprzejmość i poprosił, aby mógł raz jeszcze odwiedzić dom jej ojca i złożyć mu wyrazy szacunku. Liao zgodziła się i przeprosiła Smoka, po czym szybko wróciła do domu. Ten, ukontentowany, z ogromnym zniecierpliwieniem wyczekiwał umówionej pory.
-Ojcze! -Rzekła, stając na progu. -Wielki Smok z Junnan po raz trzeci pragnie nas odwiedzić. Powinniśmy przygotować najlepsze jadło i napoje, aby go ugościć.
Stary Sun uronił samotną łzę.
-Ach, biedne dziecko! -Rzekł, patrząc na swą córkę. -Wszak zaklinałem cię, byś nie chodziła do lasu. Nikt w okolicy nie ma już dość mięsa, by nakarmić tak szanownego gościa. A jeśli nie podamy mu jedzenia i napitku, gotów on stracić i mnie i ciebie.
-Ojcze mój! -Odparła Liao. -Nie lękaj się. Modliłam się przed grobem mojej matki, która była twoją żoną. Ufam że duch jej wybaczy mi, jeśli i ty mi wybaczysz. Wiem że zrobiłam źle, jednak nie wszystko stracone. Obiecaj, że zrobisz to co ci powiem, a Smok dostanie swe mięso, kiedy przyjdzie do twojego domu.
-Ach, na niebiosa i piekła!-Załkał stary Sun. -Dobrze więc, dziecko moje. Obiecuję że zrobię to, co mi powiesz, by Smok dostał swe mięso, gdy przyjdzie do naszego domu. Lepiej by jednak było, gdyby miał nigdy do nas nie trafić.
Nastała w końcu umówiona pora i Smok przybył do chaty starego Suna. Powitał gospodarza i złożył mu wyrazy szacunku. Zjadł mięso i wypił herbatę, nie dostrzegając, że nikt poza nim nie je. Następnie chciał zwrócić się do Liao, lecz nigdzie jej nie dostrzegł. Odezwał się więc od starego Suna:
-Córka twa rzekła mi w lesie, że szła tam, by oddać mi wyrazy szacunku. Rad byłbym je teraz usłyszeć.
Stary Sun uklęknął przed Smokiem i pokłonił się mu nisko.
-Wielki Smoku, czy smakowało ci mięso, które jadłeś? -Spytał słabym głosem.
-Owszem, było to najlepsze mięso jakie jadłem od wielu dni. -Odparł zdziwiony Smok.
-Wielki Smoku, a czy smakowała ci herbata, którą piłeś? -Spytał ponownie stary Sun słabym głosem.
-Owszem, była to wielce smaczna herbata. -Odparł Smok, nie rozumiejąc do czego zmierza gospodarz.
-Zatem niech będzie wiadome, że były to największe wyrazy szacunku, jakie mogła złożyć ci córka ma, Liao. Mięso które jadłeś było mięsem z jej ciała. Herbata którą piłeś, była krwią z jej żył. Córka ma kazała mi pozbawić się życia, byś nie zaznał głodu i nieuprzejmości pod mym dachem.
Smok na te słowa zerwał się zza stołu i zawył przeraźliwie. Pędem rzucił się dookoła domu, okrążając go i docierając do miejsca, gdzie stał grób żony starego Suna. Obok niego stał drugi grób, mniejszy, gdzie ojciec Liao pochował jej kości. Rosły na nim kwiaty, które tak zachwyciły gościa i wisiały na nim wiersze, którymi był tak oczarowany. Wszystko to jednak zblakło dla Smoka.
-Ach! -Zawołał Smok – Cóż może być gorszego dla męża, niźli pokochanie kwiatu, którego zadeptało się własnymi stopami! Jakąż większą karę mógłbym ponieść, niźli własnymi zębami rozrywać ciało tak pięknej istoty, własnymi ustami wciągać jej szlachetną krew. Ach, kimże bym był, gdybym kiedykolwiek mógł sobie wybaczyć!?
To rzekłszy Smok wszedł na pole starego Suna, płacząc i odchodząc od zmysłów. Kiedy dotarł na sam jego środek, załkał po raz ostatni i rozerwał sobie żyły. Jego krew wypłynęła z jego serca, jego życie opuściło jego ciało. Upadł martwy nim przebrzmiał jego ostatni lament. A krew Smoka z Junnan popłynęła wzdłuż rowów nawadniających pole ryżowe i wsiąkła w glebę, przemieniając się w wodę, która szerokim strumieniem zasiliła wielką rzekę Yan. Kaskady czystej i zimnej wody popłynęły w dół rzeki, nawadniając wszystkie pola i napełniając zbiorniki, a uprawy ryżu zaczęły rosnąć w wielkim tempie. Wkrótce czas wielkiego głodu miał się skończyć, by nie powrócić już przez dziesięć tysięcy lat.

Tego wszystkiego jednak nie było już jednak dane ujrzeć staremu Sunowi. Wkrótce potem urzędnicy znaleźli na jego polu ciało martwego Smoka. Stary Sun został uznany za winnego tej tragedii i skazano go na karę śmierci. Szczątki jego spoczęły w grobie naprzeciw grobu jego żony i córki. Spoczywają tam one po dziś dzień i tak długo jak żywi okazują im szacunek, tak długo rzeka Yan nigdy nie wyschnie, napełniona krwią wielkiego Smoka z Junnan.




Spisane przez Huang Wena, magistra pieśni i wierszy
w cesarskim pałacu w Xiongiuan, roku 986
Cytat:
[Obrazek: D0fuxoO.jpg]

龍血書 - Księga Smoczej Krwi (fragment)

Rzeczą powszechnie znaną i wiadomą jest, że spośród wielu liczb, które podarował ludziom Biały Cesarz, najpiękniejszą z nich jest czterdzieści i siedem, którą umiłował on sobie i której nadał moc przewyższającą każdą inną. Takoż też, kiedy z dalekiego wschodu przybyły do Prefektur ogniste duchy, przybierając ciała szlachetnych smoków, było ich właśnie czterdzieści siedem. Kiedy pokonano złych ludzi i świat powrócił do życia pod dobrotliwą władzą Trzech Cesarzy, smoki porzuciły swe szlachetne ciała, by w ludzkich powłokach zamieszkać między innymi, dzieląc wraz z nimi szczęście i dostatek. Każdy z nich miał zaś licznych synów i córki, które dały początek wielkim dynastiom, umiłowanym przez Synów Niebios, których imiona zawarte zostały w niniejszym dziele. Powiadają, że duch smoka, którego imię noszą jego potomkowie, wstępuje w ciało godnego następcy, jako głowa rodu wspierając i prowadząc swych potomków w błogosławionym celu wspierania Świetlistych Wysokości. Symbolem wszystkich dynastii są smoki, ukazywane w przypisywanych im barwach i tłach, które razem tworzą szacowne sztandary Smoczych Dynastii.

Ród imienia smoka Mnemon (czerwony smok na tle złotym) - potomkowie Mnemona, największego z wielkich smoków. Jego ogon oplótł miasto Gazhou, gdzie żyli zdeprawowani ludzie, by następnie zmiażdżyć je w jednym potężnym uścisku razem z ich pysznymi murami. Dlatego też członkowie rodu Mnemon słyną z wielkiej samodyscypliny i pogardy dla rozwiązłości, pomimo swego wielkiego majątku, który dla niejednego byłby pokusą nie do odparcia.

Ród imienia smoka Okami (srebrny smok na tle szarym) - potomkowie Okamiego, najszlachetniejszego z wielkich smoków. Choć jego ogień palił tysiące, a jego pazury rozrywały kamienne budynki jak karty papieru, to nigdy nie zhańbił się on zabiciem niewinnego. On też jako pierwszy pozbawił się smoczego ciała, składając hołd Synom Niebios. Potomkowie Okamiego słyną z wielkiej szlachetności i uczciwości. Nigdy żaden z członków tego rodu nie okrył się hańbą, nigdy też nie przyjęto pod ich dachem nikogo, kto byłby choćby podejrzany o zakłócanie świętej harmonii.

Ród imienia smoka Leedal (biały smok na tle błękitnym) - potomkowie Leedala, najszybszego z wielkich smoków. Był on tak szybki, że chmury musiały przylgnąć do jego skóry by ich nie rozwiał samym przelotem między nimi. Wśród jego potomków najbardziej ceniony jest kunszt łuczniczy, który jest przekładany nawet ponad umiejętności władania mieczem. Powiada się że dzieci rodu Leedal już od kołyski oceniane są pod kątem tego, jak dobrze nadają się do wypuszczania strzał do celu.

Ród imienia smoka Cynis (czarny smok na tle zielonym) - potomkowie Cynisa, najprzebieglejszego z wielkich smoków. To on przewodził innym ognistym duchom, gdy te paliły swym ogniem ziemie i to on sprowadzał klęski na wszystkie słane przeciw nim armie, przechytrzając i zabijając ich generałów. Potomkowie Cynisa nigdy nie działają pochopnie, zawsze trzy razy biorąc namysł nim coś uczynią. Z wielkim szacunkiem podchodzą też do wszelkich starożytnych pism, które gromadzą w swej siedzibie w ogromnych ilościach, by czerpać z nich wiedzę i mądrość.

Ród imienia smoka Sesus (niebieski smok na tle czerwonym) - potomkowie Sesusa, najpiękniejszego z wielkich smoków. Jego wzrok powalał mężów i sprowadzał szaleństwo na kobiety, jego słowa sprawiały, że wszyscy wokół wykonywali jego wolę. Kiedy inne smoki nie mogły dojść do porozumienia, Sesus wkraczał między nie, przekonując je do ustąpienia. Potomkowie Sesusa uważani są za najczcigodniejszych z mediatorów we wszelkich sporach między członkami Smoczych Rodów, nierzadko wspierając urzędnicze sądy swymi mądrymi radami.

Ród imienia smoka Ragar (zielony smok na tle białym) - potomkowie Ragara, najodważniejszego z wielkich smoków. Gdy smoki szły do bitwy, to jego ryk obwieszczał ich nadejście, a jego pysk widywany był zawsze jako pierwszy. Nigdy nie zdarzyło się, by cofnął się on choćby o krok, a raz postanowionej myśli zawsze bronił do końca, na przekór wszystkim przeciwnościom losu. Jego potomkowie wielce dbają o te szlachetne przymioty, hartując serca swych synów i córek, tak by nie znały one lęku. Kiedy wzywane są Smocze Chorągwie, ród Ragar zawsze jedzie na czele pierwszej z nich.

Ród imienia smoka Nellens (złoty smok na tle czerwonym) - potomkowie Nellensa, najbogatszego z wielkich smoków. Znany był on z tego, że bogactwa, które zdobył, przemieniał w szczerozłote łuski, które dołączał do swego ciała. Nie był jednak skąpy, tak w swej smoczym, jak i w ludzkim ciele. Zasłynął w latach po Szkwale, kiedy to rozdawał rolnikom pieniądze na odbudowę domów i rozpoczęcie upraw. Potomkowie Nellensa kontynuują tą chlubną tradycje, szczodrze obdarowując wszystkich, którzy do nich przyjdą.


Spisane przez Yang Xun, magistra myśli
w Ogrodzie Pięciu Pawilonów, roku 1206